2011

07.01.2011
* Nowy Rok i jak zwykle - jestem coraz młodsza, ładniejsza, mądrzejsza...
Ale do czwórki z przodu jeszcze kawałek.

* Masakryczny był dzień do południa w sylwestra. Maciuś spuchł od zęba. Pod żaden nr tel. do stomatologów nie mogłam się dodzwonić, a przecież sobota i niedziela wolna! Prawie oszalałam... Poleciałam z nim na Czerwony Rynek - tam są dwa punkty - zamknięte. Weszłąm do apteki i poprosiłam o jakikolwiek kontakt do dentysty. A tam mi mówią, że na Leczniczej u nas w przychodni jest lekarz. To fru, lecę! Na szczęście na korytarzu spotkałam mamę Radka- kolegi z podstawówki. Gadu, gadu, co tu robę? No to ja,że szukam pomocy, bo Maciuś spuchł. Kazała mi poczekać i weszła do gabinetu. Tylko dzięki niej Maćko został przyjęty. A w tym samym czasie babcia z wnuczką (ok. 5 lat, bolał ją ząb) została odesłana, bo tutaj się dzieci nie przyjmuje a poza tym limity na stary rok są zakończone i do widzenia. Kurde, Babka się wróciła "Wszystkiego NAJGORSZEGO NA NOWY ROK DLA PANI - tu spojrzała na dentystkę i DLA PANI - tu spojrzała na pomoc dentystyczną". Poszłą jeszcze do rejestracji i tam powiedziała to samo. Ale wcale się nie dziwię, bo i ja bym dostała kurwiu! Szkoda tamtej niuni.  
Obejrzała Maćka i powiedziała, że przepisuje Dalacin. A ja, że jak teraz? On ma tak chodzić? Z tym zębem? Tak, wytrzyma do poniedziałku? Spojrzała na mnie, cmoknęła zgorszona i poprosiła o wiertło. W dupie miałam jej cmokanie! Otworzyła żąb, żeby ujście miała ropa i gazy, kazała płukać i tyle. Dobrze, że go nie bolało. Cholerny Dalacin smakuje jak ocet, trochę zwymiotował, ale później połykał go z serkiem Danio i dostawał pieniążek za sukces. Uf...
Wszystko zeszło, idziemy dzisiaj do naszej p. Agatki.
 
A w sylwestra była u nas Agnieszka i Sławek z Karolinką.
Było ok. Nawet petardy były!!!

* Klaudynka mówiła,że pani w szkole rozdała karteczki, na których należało napisać, kto się wyróżnił w nauce i zachowaniu w tym semetrze. No i wygrała. Dostała 18 głosów, druga osoba 10. No i zgłoszona będzie do dyrekcji jako jedyna uczennica szóstkowa!

* Marcyś za to był biedronką na swoim balu karnawałowym. Ale fartem, bo nie przezcytałam ogłoszenia o tym balu. Pytają mnie o strój, a ja Niemiec. Przykro mi było, zła byłam na siebie, bo kurdeee.
Ale jak Jacek odbierał go ze żłobka, to panie mówiły właśnie, że wykombinowały mu strój.
 

* Dobrze,że Karolinka - nie ta mała, ale ta duża, pomogła mi zamówić kalendarz na 2011 ze zdjęciami dzieci. Przepiękny - 5 dych, ale czad! Aż mama go pokazała księdzu po kolędzie - chwaliła się wnukami, nami i nimi, bo jedno zdjęcie jest ich nad morzem. No i ksiądz też chwalił. Powiedział, że widać, że jestem dobrą mamą. Wypytał jak i co. Jakoś ma do mamy przychodzić na zakupy...

* A wczoraj moje dzieci przygotowały worek zabawek dla tego Maciusia z przedszkola z porażeniem. Aż się poryczałam... Mamuś, wszystko byśmy oddali, żeby on chodził i mówił! Wszystkie zabawki!!! Szkoda, że to chłopczyk, bo ja mam dużo dziewczęcych zabawek i by mu się spodobały. Dali samochody (chyba ze 20), zółwia, kilkanaście przytulanek, stację benzynową, myjkę samoch., koniki, samolot, "cymbałki". Jeszcze w sobotę mamy przeszukać ich 5 pudeł i też wybiorą coś dla tego chłopczyka. Powiedziałam im, że dziękuję im, że mają takie dobre serce. Jeszcze dziasiaj Maciuś wrzucił do mojej torebki dwa auta! Naprawdę..ś też pięknie pracuje. Dostał dwa razy świetnie za bezbłędne pisanie ze słuchu i z pamięci!!! I świetnie z czytania, chociaż w domu nie ćwiczył czytanki o żubrach jakiś tam.


30.01.2011
Dzisiaj wieczorową porą w rozmowie z Klaudynką zeszło na temat mojego wieku...
- Jak będziesz miała 18 lat, to proszę zawsze mi przygotować stopki do całowania...
- Oj, mamo...
- Nawet jak już nie będę miała zębów, to tak samo...
- Nie, mamo, nie chcę... - i nie chciała dokończyć.
- Żebym była stara? No ja też nie chcę, ale nawet to pudełko się starzeje - pokazałam jej opakowanie po kroplach do nosa, bo akurat miałam je w ręku.
- Chociaż masz już 50 lat, już się nie starzej pudełku!
 
Nieważne, że lek kupiłam wczoraj w aptece.
Chodzi o temat starości. Trudny dla niej, ale i dla mnie.


05.02.2011
Klaudia napisała do mnie LIST, żebym pozwoliła jej wrócić ze szkoły po lekcjach razem z Kasią do przedszkola, gdzie pracuje mama Kasi. Nie zgadzam się na razie. Wcale się nie zgadzam. Zrozumiała. Maciek nie będzie sam na świetlicy. Inaczej chyba będzie w Bukowcu. Wtedy pomyślimy o kluczach do domu, ale też nie za szybko. 
Dzisiaj w nocy spała u Kasi. Dziewczynki bardzo się polubiły, trudne będzie  rozstanie...
Ale najbardziej cieszę się, że Maciuś będzie miał inną wychowawczynię. Nie pogodzę się z tym, że ze względu za jakieś tam przepychanie w kolejce nie dostał dyplomu za b.db. wyniki w nauce. Wychowawczyni powiedziałam, że szanuję jej decyzję, ale mam do niej żal. 

10.02.2011
Fajnie było, bo dzieci w mojej wychowawczej klasie miały wybrać dwie sympatyczne dziewczyny i dwóch sympatycznych chłopców. Nikt się nie chciał zgłosić, wszyscy jakoś się wstydzili. W końcu mówię: -Proszę, wstaje sympatyczna osoba... no... jedna już stoi - i pokazałam na mnie. -O tak! - krzyknęli - tak, wygramy!
Bardzo mi się zrobiło fajnie. 
A z IIc zwiało mi 7 osób. Dostałam lekkiej furii... Na następnej lekcji musieli napisać dyktando, a pod nim takie zdanie:
Oświadczam, że jeśli jeszcze raz uciekę z lekcji j. polskiego, będę miał/miała przechlapane.
No! Niech teraz spróbują...

A joga fajna sprawa. Wróciłam dzisiaj po zajęciach i ćwiczyliśmy razem z dziećmi: pozycję dziecka, drzewa, kwiatu lotosu, psa. Nawet Marcyś ćwiczył. Podnosił łapki, krzyżował nóżki.

Za to wczoraj pani Agnieszka - wychowawczyni Klaudynki powiedziała, że żal będzie jej, gdy Klaudia odejdzie, że takich uczennic jest bardzo mało i że wzoruje się na pracach Klaudii z plastyki i z polskiego!!! 
A Maciuś rewelacja! zbiera też same "świetnie"! Z pisania ze słuchu, z pisania z pamięci, z czytania (chociaż nie ćwiczył w domu, o jakiś tam żubrach było). Stara się bardzo! 

21.02.2011

Byłam dzisiaj po odpis aktu chrztu dla Klaudii. Od razu wzięłam dla wszystkich dzieci. Ta babka w kancelarii prawie przytulała te kartki. 

- I to pani urodziła te dzieci? Coś wspaniałego! Do schrupania te dzieci razem z panią. Tak bardzo się cieszę. Moja córka jest po chemii i nie wiadomo, jak to będzie...

- Dobrze będzie! Nie raz, nie dwa medycyna była zaskoczona!
           Przecież jest powiedzenie "medycyna jest bezsilna, jeśli się pacjent uprze".


28.02.2011

Jutro prowadzę lekcję z księdzem. Zaprosiłam go do interpretacji wiersza Leśmiana "Urszula Kochanowska". Ciekawe... Chyba się nie zgodzimy...
Klaudynka jakaś niewyraźna. 37 na osi. Jutro zostanie u mamy. Nie wiem, jak z jogą, czy pójdzie ze mną. Chciałabym bardzo. A Marcyś też kasłał w żłobku. Kurcze. Średniaczki się trzymają! Odpukać!

Fajnie było w tamtym tygodniu w kl. IIIb. Dzień wcześniej postawiłam 12 jedynek za brak pracy domowej. Na następny dzień też coś zadałam i chcę sprawdzać, już się podnoszę, a taki Kuba mówi:
- Ojjjj. Proszę nie sprawdzać, tak ładnie pani wygląda...
I grucha. Usiadłam. I nie sprawdziłam. Ale nie mam pretensji do siebie. 


05.03.2011
Ksiądz raczej nie chciał się kłócić, a szkoda... Myślałam, że będzie atakował Leśmiana, że tak nie wolno itd., ale trudno. 
Madzia myślała, że odwiedziła ją w środę ciocia Emilka w przedszkolu. Widocznie tęskniła, że aż pomyliła ją z jakąś babką. Dobrze, że im pasowało wdepnąć do nas wczoraj.

08.03.2011
Dzisiaj fajnie było, bo cała kadra przebrała się w piżamy i szlafroki i tak wyszłyśmy z pokoju. Na dodatek z wałkkami na głowie. Dyrekcja powiedziała, że jedynie ona teraz wygląda głupio, bo od lat mieliśmy się wszyscy przebrać i nigdy się nie udało. A teraz, proszę... Za rok lata 70-te chyba albo 80-te. Tak czy siak, byle było. Ja też pożyczyłam różowy szlafrok z kapturem od mamy, wzięłam kapcie, piżamę i fru.


12.03.2011
Przysłowie Indian Majów mówi: 

Matka musi trzymać dziecko blisko,
Aby wiedziało, że to jego świat,
Ale ojciec musi zabrać je
Na najwyższe wzgórze,
Aby mogło zobaczyć, jaki jest jego świat.


14.03.2011
Ale sięucieszyłam! Maćko dostał wyróżnienie 
"Pochwała za aktywne uczestnictwo w zajęciach szkolnych w dniu 14.03.2011 r.  Wychowawczyni klasy Ia."
Dzisiaj było u nich przedszkole i spokojni uczniowie dostali takie medale. No!


15.03.2011
A Marcyś nastraszył panie w żłobku, bo schował się do basenu z piłkami, nakrył się tak, że nie było go widać. Babki szukały go, wołały, latały na górę, sprawdzały drzwi wejściowe... generalnie prawie zwariowały.
Powiedziałam, że w domu Marcyś bawi się z dziećmi w chowanego i może skojarzył sobie to wszystko z taką zabawą  i siedział cicho. 


12.04.2011
No i zaprosili nas na wesele. Zupełnie niespodzieewanie... Ostatni i jedyny raz widzieliśmy się z przyszłym panem młodym na naszym ślubie 12 lat temu. A przyszła panna młoda jest rodzoną siostrą uczennicy, która w tamtym roku skończyła gimnazjum. Fajnie jak nie wiem co... Wszyscy tam będą, bo ślub i wesele będzie w Kurowicach. 




03.05.2011 r.
Padał śnieg. Aż zrobiłam z balkonu zdjęcia. W górach mieli problemy kierowcy, którzy przyjechali na weekend na letnich oponach.
Pamiętam, że kiedyś mama mi mówiła, że 1 maja padał śnieg. A tu proszę...

06.05.2011
Jakoś tak sympatycznie... Maciek z koleżanką będą reprezentować ich szkołę w konkursie Komisarza Błyska!!! 
A Klaudynkę pochwalił dzisiaj kolega z klasy. Przy omawianiu lektury "Kubusia Puchatka" poewiedział, że Klaudię można porównać do Kangurzycy - mamy Maleństwa, bo jest taka dobra, troskliwa i nigdy nie odmówi pomocy. Jejciu...
Madzia też ok, pisze literki, próbuje czytać. Podobnie jak Marcyś. Lubi powtarzać pojedyncze litery. Najbardziej lubi u, i, e, s.
A wczoraj Madzia mówi:
-Marcyś, zobacz, jakie piękne meble! (na samochodzie dostawczym było zdjęcie mebli). 
- Bleble? Bleble?
No i tak zostało. Teraz jak tylko zaczyna kwasić, coś wymuszać, wystarczy go zapytać: "Gdzie meble?"
A, no i dziasiaj miałam dzwon pod klatką. Uderzyłam w jakiś samochód. Stał za mną, jak cofałam. No nie...
A u siebie zrobiłam międzyszkolny konkurs ort. Mistrz Ortografii. Rekordziści mają po 140 błędów!!! Najlepiej napisał Konrad - 7 błędów:

Nieraz z rozrzewnieniem wspominam zeszłoroczne wakacje. Spędziłem je wraz z najbliższą rodziną na Pojezierzu Mazurskim. Lato było dla nas niełaskawe. Co dzień padał rzęsisty deszcz, który tworzył olbrzymie kałuże tuż przed wejściem do namiotu.  Nasza czwórka, odurzona zapachem stęchlizny, nierzadko tęskniła za wielkomiejskim powietrzem. Tato, nie bez wahania, zaproponował nam wyprawę do filharmonii. Ponieważ nudziła nas monotonia mżawki, z entuzjazmem przyjęliśmy jego pomysł. Na miejscu okazało się, że gmach filharmonii jest zamknięty. Mama zaproponowała zakupy, co – ku rozpaczy taty – z radością przyjęła moja siostra. Krążąc po kondygnacjach galerii handlowej, zamarzyłem, by uciec stamtąd jak najrychlej. I właśnie wtedy, gdy już nie miałem nadziei, nasze panie poczuły głód. Udaliśmy się więc do restauracji. Już w pierwszej chwili dostrzegłem perłowoszare tapety i lśniące obrusy przeszyte w poprzek żółta wstążką. Ten wystrój – ni stąd, ni zowąd – przeniósł nas w ekstranowoczesną przestrzeń.  Od razu po kolacji ruszyliśmy z powrotem. Siostra marudziła, biegała jeszcze odtąd dotąd. Ja natomiast poczułem ulgę. Zrozumiałem, że przemoczone ubrania i zachmurzone niebo to nie najsroższa kara. Zdecydowanie większą udręką jest łażenie po sklepach. Następnego ranka przywitało nas piękne słońce. Niestety, było to dzień powrotu do domu. Zostawiliśmy za sobą rzęsę wodną, trzcinę i dżdżyste lato.
27.05.2011
Komunia Klaudynki - przepiękna sprawa. Jak Calineczka wyglądała moja niunia. Myślałam,że będę dzielna i się nie wzruszę!!! Ale gdzie tam... 
Po Komunii w szkole pani pytała co kto dostał. Klaudia powiedziała, że rower, laptopa i plazmę. Jedna dziewczynka aż otworzyła buzię, a kolega spadł z krzesła.
Rzeczywiście bogate prezenty!!!
Już Maciuś się pytał czy też takie dostanie. Ale cienko to widzę...
W konkursie Komisarza Błyska Maciuś zajął z koleżanką 4 miejsce na 20 szkół. Byliśmy w nagrodę w markecie. Klaudynka też dostała nagrodę, bo wstawiła się za kolegą z klasy.
Chodziło o to, że taki Piotrek powiedział Kubie, żeby wszedł na murek przy szkole. A jest zakaz wchodzenia na murek. Widziała to pani dyrektor i zbroniła mu do końca roku wychodzić na świetlicy i na przerwach na boisko. Chłopak płakał i bał się uwagi.
To mówię niuni, że jak ją to gryzie, to niech idzie do pani dyrektor i wyjaśni sprawę. Po szkole po nią przyjechałam i mi mówi, że była!!!!
No nie!!!  Była!!! Wzięła Kubę za rękę i powiedziała: No chodź, pójdziemy i ja ci pomogę. Wszystko wytłumaczę. I poszli, pani dyrektor wysłuchała i cofnęła zakaz!!!
Opowiadałam to Jackowi i jakoś tak bardzo się wzruszył... 
Nawet ja nie wiem czy dzisiaj człowiek by się umiał w tej sytuacji zachować a co dopiero gdy miałam 9 lat... Jaka ja byłam dumna i z niej, i z Maciusia!!!

Maciuś dostał też w nagrodę 3 ryby. Tylko ten pan nie powiedział mamie, że potrzebują one pompki. Padły dwie a trzecią zanieśliśmy do sklepu zoologicznego - pani powiedziała, że będzie Maćko mógł ją odwiedzać. Trochę płakał, ale jak dowiedział się, że ryba będzie miała kolegó  i koleżanki, było ok. 

Dzieci chcą psa. Klaudia powiedziała, że może mieć nawet cały rok katar, byle był pies.

A jutro wesele. Słabo to widzę, bo będą ludzie z terenu i z mojego gimnazjum. Szok!
Marek pracę zmienia. Biją się o niego hurtownie! Da radę.


05.06.2011
Wczoraj Emilka z Grzesiem zabrali mi dzieci do Zoo w ramach Dnia Dziecka. Rewelacyjny pomysł!!! Wolę tak, jak zabawki dla nich. Potem opowiadały co widziały i co robiły. 
Madzia też:
Byliśmy w łazience i widzieliśmy suszarkę!!!
W Zoo byli z nimi 5 godzin. Jejku! Dla mnie to jest też pomoc. W tym czasie zamówiliśmy 11 par drzwi do domu, wybraliśmy fronty do kuchni i podłogę  do dużego pokoju. A ja jeszcze musiałam lecieć na bal gimnazjalny. 

Książka już wydana. Ma kosztować 25 zł. W piątek jest Święto Szkoły. Mamy ją promować.

Maciuś był konferansjerem na uroczystości zakończenia projektu "Pierwsze uczniowskie doświadczenia drogą do wiedzy". Świetnie sobie poradził. 

09.06.2011 r. 
Udało się, że raz w życiu Marcyś zrobił siku na nocnik. I tyle. W ogóle nie chce siadać, może przetrzymać kilka godzin bez siurania. Masakra. Mamy czas do września. 

23.06.2011 r.
Wczoraj było zakończenie roku szkolnego. Klaudynka z Maciusiem wyszli z nagrodami i dyplomami.  Tak bardzo się cieszę! Na sali gimnastycznej Maćko jako jedyny chłopiec odebrał nagrodę za wyniki w nauce od pani dyrektor!!!
Potem zabraliśmy dzieci na lody i do Figloraju. A my na zakupy - na dzisiejszy wyjazd na Węgry. Ciekawe, jak będzie...
Ale wczoraj ciocia Karolinka uratowała sytuację naszego bojownika Nemo - prezent na Klaudii urodziny rok temu. Nie gnieździ się biedny w szklanej kuli, a ma rejony swobody jak ta lala. Ciocia mówiła, że radzi sobie w towarzystwie innych rybek. Klaudynka szczęśliwa!!! A gdy powiedziałam jej, że nie wolno trzymać bojowników w szklanej kuli, aż odetchnęła!!!
Wrażliwa i opiekuńcza niunia.

22.07.2011r.

Wycieczki integrują, na szczęście - również podczas czternastogodzinnej jazdy (najpierw Eger, Tokaj, Miszkolc i Budapeszt. Zapierdziel za przewodnikiem... Towarzystwo z pracy obserwuje, komentuje ale i potrafi się bawić. Szczególnie nocą - szliśmy spać nad ranem. Monika została z dziećmi u nas w domu. Pomogła jej Ela - wzięła na dwa dni dzieci do siebie.
Jacek wymyślił, że w przyszłym roku pojedziemy razem gdzieś bez dzieci.

Starsze będą w tym czasie na koloniach a młodsze u Eli lub Moniki. Pomysł dobry. 
Jutro wracają starszaki z kolonii!!! Wreszcie nareszcie!!!
Psycholog się wypowiadał, że nie wolno jechać w odwiedziny na kolonie, jeśli dziecko wysłane zostało po raz pierwszy. Nie dajemy mu wtedy szansy na wcześsniejszy powrót do domu, nie żegna nas zapłakane i my nie płaczemy. Jeśli są to kolejne wyjazdy, możemy odwiedzać. 
A ja myślałam, że jest odwrotnie... Trzeba odwiedzić, bo... no właśnie.
Coraz bliżej wyprowadzka. 
Studenci byli, oglądali mieszkanie do wynajęcia. Wszystko im się podobało, nawet cena. Powiedziałam, że mamy nerwowego sąsiada. 
Nie zadzwonili do tej pory... Może ktoś inny się trafi...
Wczoraj wymierzyli nam meble do kuchni. Mają być w pierwszym tygodniu sierpnia. Nie mogę jeszcze tam jeździć - cały czas jest ekipa malująco - tynkująco - osadzająco drzwi - kładząco tynk mineralny obecna.
A jeszcze meble? 
Dobrze, że dzieci przyjeżdżają - pojeździmy, wybierzemy.
Marcyś 19.07. zrobił siku po raz drugi w życiu na nocnik. I tyle. Każdy dostał czekoladkę i po ptokach. Nie chce już siadać na nocnik. Już kupiliśmy mu drugi - wybrał żółty z kaczuszką i do niej właśnie sruuu.
I się skończyło. 

16.08.2011r.
Umowa podpisana na wynajęcie mieszkania. Może obejdzie się bez nerwicy z powodu potencjalnych telefonów od sąsiadów. Jutro jedziemy po szafki do łazienek, zlew do kuchni i deski WC. Po południu przychodzą kończyć montowanie kuchni. W piątek (12.08) zaprowadziłam ostatni raz Marcysia do żłobka. Naprawdę płakałam, panie też ... No normalnie szok. Zaniosłam ciasto, kawę, weszłam jeszcze do pani kierownik podpisać ostatnie paragony - jako skarbnik Rady Rodziców. Też żeśmy ryczały... No tyle lat! Częściej niż z rodziną się widziałam. Dwa razy dziennie. 

11.09.2011
Wszystko ok. Mieszkamy w Bukowcu od 25 sierpnia. Mieszkanie na Lelewela wygląda jak ta lala! Czyściutko i ładnie. Ciekawe tylko, w jakim stanie zostawią je dziewczyny...
Nie to jest najważniejsze jednak.
Ważne, że dzieci bardzo polubiły szkołę i przedszkole.  No i że inne dzieci polubiły ich.
Marcyś trochę kwasi przy zaprowadzaniu, ale bardziej na zasadzie, żeby mi nie było przykro, że nie pamięta o mamie. 
Maciek pobił rekord rodziny - dostał jednego dnia 6 piątek: 3 z polskiego za czytanie i dwa sprawdziany i 3 z religii za modlitwy do Komunii.
Zgłosił się jako jedyny do zaliczenia i reszta klasy poszła  w jego ślady.
A ja fajnie, bo w poniedziałek - 5 września - pomylił mi się plan i przyszłam o 2 godziny za późno. Przeprosiłam dyrektorkę, a ta powiedziała, że nie wie o niczym, nikt jej nie powiedział, a zresztą monitoring jeszcze nie został podłączony. W tamtym roku też jakoś tak zrobiłam, że nie przyszłam na pierwszą lekcję jakoś.
A Opoka mnie chwaliła - Drzazdze powiedziała, że mam najlepsze sprawozdania ze stażu i żeby Justyna na nich się wzorowała. 
Tylko ciekawe, co ja zrobię  w tym roku w planie rozwoju? 
Książka wydana, logopedi skończona.
Nie wiem, może jakiś konkurs powiatowy z języka polskiego? Nie wiem...


08.11.2011
Wczoraj Jacek miał urodziny - dostał od dzieci 10 grześków. Kupiły za swoje pieniądze w szkolnym sklepiku. No i laurki od całej czwórki.
Aldona wymyśliła z Moniką, żebym zapisała się do teatru w Bukowcu!!! Gwizdozbiór się nazywa. Hi hi.
Teraz to ja muszę przypilnować tłumaczenia książki na j. ang. (pani z Bukowca się zgodziła - ma swoją szkołę językową i 15 lat była w Stanach. Prosiła jedynie o zapewnienie, że logo jej szkoły będzie umieszczone w książce) i francuski (tego ma się podjąć Guillame - Oli chłopak). 

29.12.2011
Jeszcze Stary Rok...
Optymistycznie patrzę w datę, gdzie zacznę swoje 38 lat! 
Nie zapeszam...
W tym roku czeka nas jeszcze malowanie domu, położenie kostki i wiata na samochody.
Czeka nas jeszcze:
- samodzielne zasypianie Marcysia
- Komunia Maciusia
- nauka czytania Madzi
- może jakiś mój projekt
- wydanie książki w j. ang. i franc. (to z przyjemnych rzeczy)
O nieprzyjemnych na razie ciii...
Roboty sama sobie narobiłam, bo kazałam pierwszakom przysłać mi na skrzynkę prezentacje wszystkich lektur pierwszego semestru (Zemsta, Krzyżacy, Opowieść wigilijna, Sachem) - średnio po 15 slajdów - najważniejsze wątki, problematyka itd. W trzeciej klasie będzie to dla nich gotowiec przed egzaminem. Tylko ile ja mam roboty z tym?! Obejrzeć, opisać, ocenić... Masakra. Ale chciałabym, żeby moje dzieci trafiały na podobnych n-cieli. Pewnie, że narzekałyby, ale wyszłoby to na dobre.
Ja się cieszę, że dzieci, których nie uczę z Ia, przychodzą do mnie na kółko, chcąsię przepisać do Ib lub Ic. Mam naprawdę mądre dzieci - zresztą dzieci nauczycieli, radnych, sekretarza. Wyzwanie jak pieron! Aaaa i jeszcze pytam na każdej lekcji na plusy i minusy z wiadomości od początku roku szkolnego - obojętnie co mi się przypomni (środki poetyckie, fonetyka, lektury, epoki literackie (i ich daty) w kolejności od końca do początku.
Teraz podczas szkolnej Wigilii Agata i Weronika przyszły połamać się opłatkiem - życzyłam tego i tego no i żeby mnie miło wspominały po zakończeniu szkoły.
- Proszę pani, my do końca życia będziemy pamiętały lekcje języka polskiego...Hi hi
A i jeszcze było fajnie, bo Maciek z ich klasy przy omawianiu PURS-u Tuwima mówi: 
- Ja kocham panią.
No i jakoś się pośmialiśmy i dalej o tym PURS-ie coś tam...
- Ale ja naprawdę panią kocham!
No i jeszcze na przerwie szłam na dyżur, a ten przy kolegach:
- Pamięta pani, że panią kocham?

No i jest godz. 23.14 i właśnie Marcyś wstał. Lecę się do niego przytulić.


Ta strona internetowa została utworzona bezpłatnie pod adresem Stronygratis.pl. Czy chcesz też mieć własną stronę internetową?
Darmowa rejestracja