2017

Żeby nie uciekło mi z pamięci:

Tunezja - kwiecień 1999 - podróż poślubna
Węgry –
Dania –
Holandia –
Grecja –
Anglia -
Egipt – sierpień 2014
Francja – sierpień 2015
Turcja – lipiec 2016
Niemcy, Drezno – sierpień 2016
Ryga – listopad 2016
Hiszpania – luty 2017
Praga – marzec 2017
Grecja – maj 2017
Hiszpania/ Francja/Niemcy - lipiec 2017
Turcja - sierpień 2017
Wiedeń - grudzień 2017
Włochy - luty 2018

 
 
01.05.2017

Wczoraj siedzieliśmy z Jackiem i wymyśliliśmy wycieczkę do Torunia na pierniki. Marcyś powiedział, że jedziemy do jego brata – piernika.

A na początku roku trochę było nerwowo, bo Marcyś miał wysiękowe zapalenie prawego stawu biodrowego i trzy tygodnie prawie leżenia. Lekarz na USG powiedział, że dobrze się składa, bo ferie i noga odpocznie. Dowiedział się, że jedziemy do Hiszpanii i… pozwolił bez nadmiernego obciążania.

Maciek teraz ma chorobę Osgood – Schlettera. Nosi pod lewym kolanem opaskę podrzepkową. Zwolnienie ma na pół roku z wf-u. 1 czerwca idziemy na USG znowu do tego lekarza, który prowadził Marcina.

Za trzy tygodnie jedziemy do Grecji na zieloną szkołę. Za dwa tygodnie mamy Komunię Bartka w Warszawie, za tydzień sprawdzam egzaminy gimnazjalne – jadę do Łodzi. Powołali mnie też do sprawdzania matur, ale mam wtedy dwa weekendy zajęte (Komunia i Grecja).

Pierwsza wolna sobota szykuje się dopiero 3 czerwca. Zdałam egzaminy na kierownika kolonii i wychowawcę kolonii. Jadę z moimi dziećmi do Hiszpanii 8 lipca. Nie wiem, czy Jacek załapie się jako kierowca. W czwartek przyjdzie Justyna z OpalTour, to zagadam.

Klaudia dostała pismo na adres szkoły od fundacji z W-wy wspierającej zdolne dzieci. Będą finansować jej wyjazdy na ferie i wakacje, kursy językowe, zakwaterowanie i wyżywienie, jeżeli wybierze szkołę z ich listy. W Łodzi jest to Liceum nr 1. Tylko że Klaudia nie chce tam iść. Na razie myśli o Politechniki i Uniwersyteckim.

03.07.2017

Na szczęście Lisowa dała wzorowe na świadectwie Maćka. Na semestr mimo że miał czwartą średnią w szkole postawiła mu bardzo dobre. No i mamy otwarty konflikt ze sobą. Nie dała też Krystianowi Comporkowi i Julce Dubli. Na pocxzątkuu semestru Maciek poszedł do niej z listą rzeczy, które może zrobić – siedzieliśmy do pierwszej w nocy i wymyśliliśmy: Dzień Zdrowegfo Żywienia, sportu, jubilata, miss i mister szkoły, coś koło 11 propozycji. Rzuciła okiem i powiedziała, że później do tego wrócimy i odesłała Maćka. Zabroniłam mu już do niej chodzić. Z Justyną Drzazgą ustaliłyśmy, że chłopaki będą czytać bajki w przedszkolu. Lisowa była zła: Robicie to dla wzorowego zachowania czy poprawy wizerunku? Poszła do tych pań z trzech grup i kazała im notować kiedy, jak długo siedzą i ile czytają bajek. Pukały się przy mnie w głowę, że jakaś nienormalna. To jeszcze na koniec roku trzy dni przed zakończeniem kazała Maćkowi zorganizować ognisko. Zrobił. No i dała mu wzorowe… Zabroniłam Maćkowi kandydowania na przewodniczącego klasy w przyszłym roku. Ciekawe, kto będzie chciał nim być?

Madzia też ma stypendium. Ma tylko dwie piątki i same szóstki. Niunia kochana! 30 czerwca ścięła włosy dla fundacji Daj włos. Troszkę płakała na fotelu, bo myślała,że fryzjerka zostawi jej dłuższe. Kucnęłam przy niej i mówiłam, że super, że nagrody będą, że Saltos. Szefowa elegancka kobieta podeszła też do niej i powiedziała, że ten szlachetny gest jest bardzo ważny, bo da innym dzieciom szczęście takie, jakie ona ma, a włosy odrosną. I podniosła swoją perukę – widzisz, kiedyś ktoś dał mi swoje włosy i teraz mogę być piękna. I wtedy ja się też popłakałam.

W sobotę wesele Oli. Numer był z tą datą 8 lipca, bo nałożył się wyjazd na obóz do Hiszpanii w ten dzień. Z Justyną z OpalTouru ustaliłyśmy termin wyjazdu wyłącznie pod wesele Oli. Tylko żadna z nas nie spojrzała w kalendarz, że 8 to sobota a nie poniedziałek. No i Jacek dzwoni do mnie na balu gimnazjalnym 9 czerwca, że to ten sam dzień. On miał być kierowcą tego wyjazdu, ja kierownikiem. Kicha. Pomyślałam, że może uda się zerwać z wesela i dogonić autokar na trasie, ale wyjazd o 5 rano. To po weselu oni będą już głęboko we Francji. Z Justyną gadałam, że może busem, ale byłabym koło środy. No to samolot. 1064 zł. na bilety. Będziemy tam z dziećmi o 22.30, a lotnisko jest pół godziny od hotelu. Na poprawinach nie będziemy, bo lecimy z Poznania i musimy o 13 wyjechać. A Jacek jedzie do Włoch albo do Grecji 4 dni później. Dlatego tylko 3 tys.płacę za wszystkie dzieci. Wychodzi po 750zł. Normalna cena to 2185zł. No i jeszcze 224 Euro za Disneyland.

A w Grecji na zielonej szkole wszystko szło wg planu aż do ostatniego dnia. O 13 miał być wyjazd do Polski, a o 9.30 wykwaterowanie, o 11 lunch. Poprosiłam, żeby dzieci dały dowody i paszporty, bo jak któreś schowa do walizki, będzie na granicy problem z szukaniem. No i mój Rafał Bogołębski nie ma dowodu. Zaczęło się szukanie po całym hotelu, odsuwanie łożek, podnoszenie materaców, szukanie po piętrach tam, gdzie grała w karty czy gdzie był. Poprosiłam właściciela hotelu, żeby zadzwonił do McDonalda w Atenach przy Parlamencie – może tam zgubił. Przeszukali, nie znaleźli. Dobra, mówię, że podjadę do Salonik – 70 km i poproszę o dokument z policji, że dziecko zgubiło dowód. Ale nie mogłam się tam dodzwonić. Poprosiłampilotkę, żeby też dzwoniła. Damian Lorentowicz znalazł mi tel do ambasady. Tam nikt nieodbierał. Dał do konsulatu. Przedstawiłam sprawę, a konsul powiedział, że nic nie załatwię w Salonikach, bo tam jest tylko konsul dyplomatyczny – a ja: czyli tylko kwiaty odbiera? Zapraszam do siebie dzisiaj do 16. A jak się do pana najszybciej dostać? – Samolotem.

Sprawdzili mi busa do Aten – był o 15, więc odpada. Kazałam wezwać taksówkę. Rozmawiałam z mamą Rafała, że wszystko co zrobię będę z nią konsultowała. Rafał wyje, czas ucieka, a pilotka dzwoni na lotnisko,żeby zamówić bilety na samolot powrotny z Aten z przesiadką w Amsterdamie, jeśli nie da się załatwić dokumentu do 16.

W tym czasie Monika poprosiła dziewczyny, żeby któraś z nich pojechała za mnie do Aten, że ja mam czwórkę dzieci ze sobą, Marcin chory, bo gorączkuje, że dziewczyny tak się nie robi, no zlitujcie się nad Anetą. Przecież tak samo załatwicie jak ona. Ja nie mogę jechać, bo jestem kierownikiem i nie mogę zostawić grupy. Gośka powiedziała, że nie zna angielskiego, a Paulina że to nie jest dziecko z jej klasy (dopiero mi to powiedziała w autobusie, jak wracałyśmy). A Gośka, że się zaopiekują moimi dziećmi – myślałam, że zwariuję – tylko wydarłam się na nią – Dziękuję bardzo!

Dałam Klaudii Ibufen dla Marcysia na drogę i kasę, i klucze do domu, bo Jacek miał być w Częstochowie, kiedy mieliśmy dojechać do Kurowic. Monika powiedziała, że najwyżej dzieci zabierze do siebie, a Jacek je odbierze. Madzia płakała, nikt prawie się nie odzywał. Akurat był ten lunch, moje dzieci z klasy wychowawczej podeszły i powiedziały, że pomogą w drodze, zaopiekują się moimi dziećmi. Cudnie!

W tym czasie jeszcze rozmawiałam z Justyną, że jak nie zdążę tych dokumentów wyrobić albo w konsulacie będzie problem, to oni po mnie przyjadą z mamą Rafała, ale Aneta- za 4, 5 dni będziesz w Polsce. Dobra –mówię – mi nie przeszkadza, tylko żebym miała jak wrócić z Rafałem. Mówię do niego,żeby przepakował sobie bieliznę i jakąś koszulkę do plecaka, bo bagaże jadą autoarem. Sama też wzięłam sukienkę na przebranie, którą oczywiście zgubiłam, jak biegłam do taksówki – jeszcze sobie siniaka nabiłam takiego wielkiego jak myszka od komputera o drewniany kant sofy. No i do końca nie wiedziałam kiedy i jak wrócę, pilotka załatwia lot przez Amsterdam, Justyna mówi, że mam czekać kilka dni na nich, tu taksówka zamówiona. Jakaś masakra.  No i dopiero się uspokoiłam, jak pan Darek kierowca podszedł do mnie i powiedział, że miał telefon z biura, że ile trzeba nas czekać, tyle poczekają. No i wtedy ukucnęłam i zaczęłam ryczeć, bo wiedziałam, że wrócę z nimi i z moimi dziećmi. Przytuliłam go i podziękowałam z całych sił. Nie trzeba, nie trzeba. W biurze przestawili wyjazdy, pilotów.

O 10.40 wsiedliśmy do taksówki. Gościu miał chyba ponad 60 lat. Jechał 180-200km/h 700 km w jedną stronę. Palił papierosy i pił kawę z takiej długiej rurki. Cały czas dzwoniłam do konsulatu, że jesteśmy w drodze i za ile będziemy (oddałam Rafałowi swoją wodę, bo miał popić jaką tabletkę a swojej  butelki nie wziął – byłam bez picia cały dzień – trudno, mówię, i tak dam radę). Cztery godziny mu zajął dojazd! Przed trzecią byliśmy w Atenach. Taksówkarz miał problem z adresem konsulatu, zatrzymywał się i pytał o drogę. Jakiś mechanik ustawiał mu na nawigacji, ale była jakaś kulawa, bo nie widziała tej ulicy. W końcu zatrzymał się przy dwóch taksówkach. Jeden facet przesadził swoich pasażerów a drugi nas nawigował do konsulatu. Przejechaliśmy dwa skrzyżowania świetlne i naszemu popsuła się taksówka. Tamten cofnął, przesiedliśmy się do tego drugiego (ten nasz dał mi 10 Euro na dojazd i wziął nr tel. do mnie i tyle). Powiedział, że zadzwoni. Dojechaliśmy, zapłaciłam i patrzę – są. Polskie litery. Dzwonię domofonem, nic. Dzwonię telefonem: Jestem już na miejscu, okno otwarte, a pan mi nie otwiera.  I słyszę, gdzie pani jest? No to mówię, że Ekspo 2022, biały budynek. I słyszę – to nie ten adres. To gdzie ja jestem – pytam. Spokojnie – mówi konsul- to niedaleko. Ja się z panem nie rozłączam, dopóki pana nie zobaczę (w ogóle miałam 66 połączeń wykonanych tego dnia – cała wycieczka miała jeszcze jeden dzień luźnego pobytu na plaży). No i mówił mi: po lewej stronie mija pani park, po prawej jest budowa, teraz w prawo i w lewo. No i zobaczyłam flagę biało-czerwoną i poczułam się jak polscy sportowcy – serio myślałam, że się poryczę. Zanim weszliśmy, to jakieś obostrzenia przed wejściem, głos kazał zostawić w szafce plecak, zegarki, wszystko. Konsul miał wszystko naszykowane. Przecież ja nawet panu nie powiedziałam, jak się dziecko nazywa, skąd jesteśmy. Tak, ale podała mi pani PESEL. No i on dzwonił do rodziców Rafała, kto ja jestem, do gminy, dostał potwierdzenie z urzędu, zrobił tylko Rafałowi zdjęcie i paszport był gotowy. Konsul mówił, że dowód na czarnym rynku kosztuje na lewo 350 Euro, a paszport 1000 Euro. W Atenach nie kradnie się pieniędzy – mówi – kradnie się dokumenty dla uchodźców. Dobrze, że stało się to na lądzie, bo np. turyści z Zakintosu muszą płynąć promem i trwa wszystko do 3 dni, bo nikt do samolotu bez dokumentów nie wpuści.

Wyszliśmy z konsulatu no i czekam na naszą taksówkę. Nie ma. Dobra – mówię do Rafała- może ten facet jest pod ambasadą – ty tu stój, a ja lecę tam zobaczyć. Stań na rogu, żebym cię widziała. No ilecę tam – już przecież go nie widzę, bo w górę i skręcałam. Pod ambasadą nie ma taksówki. Wracam, dzwonię do pilotki, a ta mówi,że taryfa się drugi raz zepsuła w drodze do nas i jest w warsztacie, podała mi adres i kazała tam jechać taksówką. Poszliśmy tam, gdzie większy ruch i do warsztatu. Ten pan powiedział, że gdyby nie naprawił, wynająłby z Aten samochód i nas odwiózł a potem wrócił tu na warsztat. Przed godz.20 wyjechaliśmy z Aten i znowu 200km/h. I znowu 4 godziny (wszystko kosztowało 350 Euro +30 Euro paszport - mama oddała kasę. Paulina mnie straszyła, że jak nie będę miała paragonu, faktury, to mama nie odda. No to dzwonię do mamy Rafała, że mogę nie mieć paragonu, faktury, ale Rafał będzi8e przy wszystkich płatnościach, może nawet dokumentować zdjęciami – powiedziała,że oczywiście, żadnych zdjęć nie trzeba i ufa mi tak, jakby ona tu była) . Wsiedliśmy do autokaru na stacji na autostradzie. No i dostaliśmy ogromne brawa. A w drodze z tych Aten dzwonię do Moniki Fryze, żeby Paulina się z Gośką Matuszczak przesiadły do tyłu i zwolniły nam podwójne siedzenia, bo ja 11 godzin jestem w drodze i mi nogi odpadną, jak jeszcze 22 godz.będę tak jechać. Wsiadam do autokaru, a one się przesiadły do tyłu, tylko że też sobie zajęły dwa miejsca. Nie o to chyba ci chodziło?- spytała Monika. No nie – dobra, jakoś sobie poradzę. Ale przed Moniką jej córka położyła sobie siedzenie i zgniotła jej nogi. Jak wypruła do Pauliny: Dziewczyny, ja sobie nie wyobrażam, że Aneta tak będzie jechała. A poza tym nie widzę powodu, dla którego macie podróżować na innym warunkach niż my – w tamtą stronę miałyście dwa siedzenia. A Lisowa, że ona miała ustalenia z biurem, że będzie miała podwójne siedzenie, bo jej niewygodnie. To dlaczego nie wnioskowałaś o 4 podwójne dla nas wszystkich­? mówi Monika. No i Gośka się do niej przesiadła, ale tylko na godzinę, bo autokar się zepsuł 5km przed Macedonią. To było gdzieś pół godz.po północy. O 3.30 podstawili autokar z Macedonii – szerszy, dłuższy i wygodniejszy. No i każda z nas miała podwójne, nawet kilkoro dzieci też tak wracało. Mieliśmy być w sobotę koło 16, a byliśmy w niedzielę 9.30. Rano koło 7 zawołałam Julkę Dublę, Anitę Garnysz, żeby poprosiły mamy o przygotowanie czegoś do jedzenia dla kierowców, bo 22 godz. Przed nimi. To jak przyjechaliśmy, to czekało na nich prawie weselne powitanie. Naprawdę dostali sporo. Tata Dubla powiedział, żę miał jeszcze butelkę dorzucić, ale że to kierowcy, to wyjął. A ten jeden kierowca z Macedonii tak jechał, że koło 2 w nocy tego następnego już dnia zbyt szybko wchodził w zakręty na Słowacji. Tam kręte drogi, wysokie góry, a ten jedzie. No i raz z Moniką żeśmy nie wytrzymały, ja się zaparłam o dwa siedzenia w przejściu, ona zaczęła krzyczeć, ja też, bo on łapał pobocze. Jezu, tak pomyślałam, że przewrócimy się na prawy bok. Zmiażdży nas. Mówię – że ja nie śpię, pilnuję go. Ale zaraz go zmienił taki starszy kierowca już prowadził. Było już spokojnie.

Dyrekcja w szkole jak opowiadałyśmy całą przygodę zapytała, czy nie mam urazu już do takich wyjazdów. A ja tylko powiedziałam, że boję się, że już nie pozwoli zorganizować wycieczki za granicę. Opowiedziała o swoich dwóch przygodach (dzieci  z trzeciej klasy podstawówki unieruchomione na Kasprowym – kolejka nie działa, Staroń płacze, dzieci przestraszone) i o drugim przypadku, jak jej uczennica z ósmej klasy zleciała po stoku i ją obcy turyści wnosili na górę, bo schodziła w sandałach czy jakiś klapkach.

Teraz tylko żeby wszystko się udało z weselem, lotem do Hiszpanii.

No i jeszcze Jacek miał focha na sytuację z Hiszpanią, bo miał jechać, nie jedzie, ja zamówiłam bilety dla siebie i dzieci, on zostaje – kicha. Pojechałam do mamy – Jacek był na dwudniowym wyjeździe- akurat była Monika i się pytam, jak załatwili sobie w tym biurze, co ich wysłałam (bo jak byłam na balu gimnazjalnym, to Monika pytała o adres tego biura – dużo się wtedy działo w ten piątek – numer z datą wesela i wyjazdu). No i mówi, że do Side 3 sierpnia. To my jedziemy z wami – mówię. Zadzwoniłam do tego biura, babka przyblokowała 2 pokoje i mówi, że jest tylko 7 miejsc w samolocie na ten lot z Markami – a nas leci w sumie 15 osób. No to dzwonię do Jacka jak i co, że trzeba szybko i w ogóle. Ze zapłacę zaliczkę 2 ty.z mojego konta, resztę miesiąć przed wylotem. Jak chcesz- no to jak usłyszałam – jak chcesz – to zadzwoniłam do biura i poprosiłam o te dwa pokoje. Nawet nie wiedziałam dokładnie co za hotel, czy ma zjeżdżalnie dla dzieci, czy coś ma jak tamten Eftalia Marine – ileś basenów, 36 zjeżdżalni i amfiteatr.





20.10.2017
Praca klasowa, sprawdzian, klasówka, kartkówka, ulotka prace domowe, karty pracy, odpowiedź ustna i tak na przemian, cały czas. Czy tyle trzeba przed egzaminem gimnazjalnym? Tym bardziej,  że Klaudia jest szóstkowa i wszystko robi doskonale i więcej niż inni.
Maciek nie narzeka. Na razie nie ma niechęci do szkoły, Marcin i Madzia też, ale Klaudia jest zmęczona i za każdym razem kiedy powie mi, że nie ma siły i chce zostać w domu, nie pójdzie do szkoły.
Marcin zaliczył już modlitwy z marca. Została mu tylko formuła spowiedzi i Pod Twoją obronę. Byliśmy zamówić lokal na komunię - Dom Literata na Rooswelta.
Karolina podłączyła mnie do swojego gabinetu, zobaczymy, jak to wszystko wyjdzie.Dała mój opis i zdjęcie. A najlepsze, że Klaudia zarejestrowała mnie na ZnanyLekarz.pl.
Najlepiej był, jak się Madzia pytała przy kolacji, czy Macie i Klaudia mają akademię z okazji Dnia Nauczyciela. A marcyś powiedział, że on ma Akademię pana Kleksa:)
 
 23.10.2017
Maciek ma dzisiaj odpowiadać na 6 z angielskiego - opis ilustracji - kto wg ciebie jest złodziejem? Klaudia mu pomogła z formami.
Ja wypożyczę sobie słownik angielsko-polski i muszę wypisać sobie takie wyrazy, jakie będą mi potrzebne za pół roku, bo przecież nie wycofuję się z tego,że lecimy do Stanów z Odyseją. 
Wczoraj przejrzałam Marcinowi prace domowe. Poprawiłam drobne literówki, no ale przy angielskim wymiękłam, bo nie miał zrobionych 3 stron w ćwiczeniach. Zostawiłam mu na rano na stole w kuchni i powiesiłam pranie - było przed północą. Patrzę Marcyś wstał, żeby się napić, no to ja od razu - chodź, coś uzupełnisz. Nawet nie protestował. trochę zaspany, ale zrobił raz dwa. Dzisiaj omawia lekturę "Kajtkowe przygody".
 
24.10.2017
Marcin uczył się wczoraj "Pod Twoją obronę" i powtarzał Pośredniczko nasza, Pocieszynko nasza.
Niedobry jest na  świetlicy. Przeszkadza i nie słucha pań. Powiedziałam, że następnego Swieżaka dostanie, kiedy się poprawi.
Kiedyś weszłam na lekcje i patrzę jakiś napis na tablicy "paraleizm składniowy". Prowadzę normalnie lekcję i  co jakiś czas patrzę na ten napis. Myślę sobie, że takim charakterem napisany, jak ma Klaudia. Ale to niemożliwe, bo temat był o "Zemście", którą ona miała rok temu. Myślę, że ktoś podobnie pisze do niej. I dopiero w domu mówię, że miałam takie przemyślenia. I Klaudia powiedziała, że oni mieli tam lekcje i pani Drozdowska poprosiła ją o napisanie tych słów:) 







 
 
 
Ta strona internetowa została utworzona bezpłatnie pod adresem Stronygratis.pl. Czy chcesz też mieć własną stronę internetową?
Darmowa rejestracja